czwartek, 28 maja 2015

Malta HEJ HO PRZYGODO!



Troszkę czasu minęło od ostatniego postu. Jestem po maturkach - oczywiście wszystko zostawiłam na ostatnią chwilę ;)
Tak jak Wam ogłaszałam na moim facebooku wprowadzę dużo zmian w bloga, nie tylko będzie więcej postów- pojawi dużo nowości aby Wam urozmaicić czytanie :)

Dzisiejszy post będzie poświęcony mojemu wyjeździe na Maltę z biura podróży KURS MALTA który wygrałam dzięki Wam! :) Był to najciekawszy trip jaki kiedykolwiek przeżyłam!

Opiszę pokrótce jak spędziłam wakacje oraz co warto zwiedzić i jak podróżować po Malcie- gdzie warto zaglądnąć :)

Wylatywałam z Wrocławia, oczywiście stres mi towarzyszył gdyż była to moja pierwsza samotna podróż. Uwierzcie mi, jestem chodzącą ciamajdą- potrafię zwykłym tramwajem zgubić się w mieście a co dopiero samotnie siedzieć na wyspie.
Na szczęście na pokładzie poznałam gromadkę sympatycznych chłopaków, którzy zaczepili mnie i z którymi spędziłam miło czas na jednej z imprez :)
Podróż minęła szybko. Okazało się, że na lotnisku czekał na mnie już kierowca wraz z dwiema dziewczynami Beatą i Esterą.

Na Maltę wyleciałam nie tylko odpoczywać, ale w szczególności szlifować język.

SZKOŁA

Od apartamentu w którym mieszkałam wraz z Esterą szkoła Chamber Collage była oddalona o jakieś 10-15 minut. Wraz z moją koleżanką z polski zostałam podzielona do innych grup, gdyż w klasie nie mogłam używać ojczystego języka. Zatem trafiłam do 4 osobowej klasy w której miałam Kolumbijkę, Koreańczyka, Portugalkę oraz KTOSIA którego najsłabiej zapamiętałam ;)
Lekcje codziennie odbywały się w godzinach od  9:00 do 12:00 z pół godzinną przerwą. Po zakończonym kursie otrzymałam Certyfikat. Pokrótce dodam, że absolutnie nie ma czego się stresować. Nauczyciel jest bardzo wyrozumiały a atmosfera w mojej klasie panowała zabawna.

MALTA

Malta jest generalnie bardzo malutkim krajem. Panuję tam ruch lewostronny oraz gniazdka kontaktowe są angielskie (zapamiętajcie, bo ja niestety z płaczem chodziłam i szukałam po sklepach wtyczki polskiej haha). Podróżowanie opłaca się autobusem- istnieją bilety które ważne są przez 24h i kosztują tylko 1,5 euro. Niestety trzeba liczyć się z tym, że przemierzenie na drugi koniec Malty (około 15 -20km) trwa 1,5h dlaczego? Przez przystanki... które były od siebie oddalone o 100 lub 200m.

Gdy jedziesz na Maltę (i jesteś młodym człowiekiem chętny rozrywki) koniecznie odwiedź St.Julian's- miasteczko imprezowe, gdzie muzyka gra 24h i nie istnieje cisza nocna. Blue Lagoon, Gozo, Comino - ja niestety nie miałam okazji zobaczyć, ale ponoć najpiękniejsze miejsce Malty (mam powód drugi raz lecieć na wyspę) :)
Czasem miałam wrażenie, że Maltańczyków nie dotyczy żadne prawo. Aby przejść przez ulicę musimy wymusić pierwszeństwo (POWAGA!) i nie chodzi o to czy jesteś na pasach czy też nie. Jeżeli chcesz przejść ulicę, musisz przysłowiowo wywalić się na drogę- nie ma czego się obawiać, że ktoś nas potrąci. Na Malcie panują wiecznie korki a auta przemieszczają się wolniej niż piesi.  Miałam sytuację, że wyleciałam przed auto policyjne (nie pytajcie się jak się czułam, gdyż myślałam że mi serce wyleci ze strachu jak zobaczyłam mundurowych) a Oni co? Otworzyli okno serdecznie się uśmiechnęli, pomachali i pojechali dalej. Moja mina- bezcenna. Tym bardziej, że czeka mnie jeszcze do zapłacenia zaległy polski mandat za przechodzenie w miejscu niedozwolonym haha :) Maltańczycy żyją jednym słowem: powoli i szczęśliwie. Zauważyłam, że nie jest to bogaty kraj ale pełny uśmiechu i serdeczności. Jak to jeden starszy Pan mi powiedział: "żyję od wypłaty do wypłaty. Mam dom, zdrową rodzinę, mamy co jeść a i zawsze to 2 auro znajdzie się abym poszedł na kawę do restauracji"

JEDZENIE

Jedzenie jest mieszanką Sycylijskiej kuchni z Maltańską. Czyli głównie przeważają makarony. Ja oczywiście, mało czasu poświęcałam na odwiedzanie lokalnych restauracji, więc zazwyczaj wszystko było kupowane na wynos bez zwracania szczególnej uwagi czy to Maltańskie czy też nie- byle by się najeść ;)

LUDZIE NA MALCIE

I tutaj najdłużej się rozpiszę. Powtórzę i będę to powtarzać do grobowej deski: KOCHAM LUDZI NA MALCIE!!! Jeszcze nigdzie nie spotkałam się z tak ogromną serdecznością i sympatią jak na wyspie. Generalnie na początku byłam delikatnie mówiąc w szoku i nie wiedziałam jak reagować na zaczepki facetów którzy wołali, pogwizdywali a nawet zatrzymywali się autem i krzyczeli za Tobą "HEYYY BEAUTY!!!" I nie mówię tutaj tylko o sobie - nie pomyślcie, że popadam w jakiś narcystyczny samozachwyt ;) KAŻDA KOBIETA była zaczepiana!

St. Julian's czyli moje ulubione miejsce- miasteczko imprezowe. Nie ukrywam uwielbiam czuć głośną muzykę oraz wibracje które porywają mnie w taniec. Na Malcie DJ'e grają specyficznie a każdy klub ma oddzielny gatunek muzyczny. Przeważały miejsca hip hop oraz latino dance i tylko do takich chodziliśmy z ekipą. Dla mnie najbardziej fascynujące było to - że faceci nie pozwalali aby jakakolwiek kobieta przysłowiowo 'podpierała ścianę'. Od razu porywali w rytm muzyki a ja na tyle byłam zachwycona klimatem i podejściem ludzi, że z ogromnym żalem wracałam do domu.

Podsumowując, zanim obejrzycie galerię zdjęc którą dla Was przygotowałam ( a niebawem filmik) chcę dodać: że, na Malcie poznałam wspaniałych ludzi, z którymi spędziłam cudowny czas. Beatka, Esterka, Ada, Michał, Rami, Sebulka dziękuję Wam, że Malta oprócz że jest piękna okazała się zwariowana. Mam nadzieję, że jeszcze raz spotkamy się w tej samej ekipie :) I jak to Michał określił, staliśmy się jedną rodziną KURS MALTY :)










































czwartek, 2 kwietnia 2015

Nigdy nie wymieniaj nadaremnie mojego imienia



Czemu my ludzie jesteśmy tak bardzo zawistni? Czemu nie potrafimy kibicować osobom którym coś w życiu się udaje, tylko na każdym kroku gnoimy, podkładamy kłody i śmiejemy się z porażek. Dlaczego we wszystkim znajdziemy jakieś niedociągnięcia, lukę którą wypełniamy nienawiścią?

Już tak jest- człowiek zyskuje popularność, wychodzi na salony i nagle JEEB! Fala a raczej TSUNAMI hejtu leci w Naszą stronę. Czasem ludzie mają malutkie rozumy i myślą, że wszystko przyszło samo a pieniążki spadają z nieba. Wystarczy, że ktoś odkryje swój talent, zacznie go szlifować to w mgnieniu oka zauważa jak wiele noży ma wbitych w plecy od ludzi którzy nas otaczają.

Kto daje prawo do tego aby Nas osądzać? Mnie, aż od środka rozrywa z frustracji z tego całego wszechobecnego gówna krytyki która jest absurdalnie BEZSENSOWNA !

'O idzie celebrytka'
'Patrzcie na nią! Jaka Pani idealna a operacja by się przydała'
'Szkoda, że ludzie z internetu nie wiedzą jaka jest w realu!'

A Ty wiesz jaka ja jestem? Znasz moje imię ale nie życie, nigdy nie wymieniaj je nadaremnie. Mogę Ci zaproponować, ubierz moje buty przejdź tą drogą którą ja podążam od 21 lat. Przeżyj moje upadki oraz wzloty, płacz oraz śmiech. Dopiero wtedy możesz mnie ocenić według własnej skali. Nie rób z siebie idioty uważając, że wiesz wszystko najlepiej. Ludzie którzy zyskali jakikolwiek sukces, byli skazani na wiele poświęceń. W tym świetle blasku 'fejmu' jak Wy to nazywacie, człowiek więcej płakał, zamartwiał się niż cieszył gębę z uzyskanego efektu. Nigdy nie było i nie będzie tak, że Nasza praca nad którą siedzieliśmy dniami i nocami wszystkim dookoła się spodoba. Z drugiej strony- byłoby nudne słuchać cały czas pochwał. Człowiek w pewnym momencie swojej kariery po prostu usiadłby na laurach. A gdy słyszymy docinki ludzi na Nasz temat, mamy dwie opcje: albo zrezygnować z marzeń i schować się w kącie dla własnego i innych spokoju, albo spiąć dupę i nie tylko udowodnić innym ale przede wszystkim sobie, że te małe wszy zwane ludźmi którzy dociekliwie interesują się naszym życiem tylko po to aby Nas zniechęcić do realizacji swoich celów, nie są wstanie zniszczyć motywacji która w nas niewątpliwie siedzi.

Dlaczego nie możemy nauczyć się wzajemnego szacunku? Przecież Ty też możesz zyskać sukces o jakim marzysz. No ale tak... wolisz siedzieć przed telewizorem oglądając swój ulubiony serial lub surfować po internecie, narzekać jak to innym dobrze a Ty masz beznadziejne życie i czekasz na cud który sprawi, że samo wszystko przyjdzie. Jak to mówią: jak sobie pościelisz- tak się wyśpisz. KAŻDY z nas zasługuje na szczęście. A nic tak bardzo dobrze nie smakuje jak osiągnięty sukces poprzez własny wysiłek.

Zacząłeś realizować swoje cele? Zostałeś już oblany zimną wodą od ludzi? Jeszcze nie? Więc, wszystko przed Tobą. Będzie ciężko... nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo... Będzie płacz, histeria i brak sił aby iść dalej. Po burzy zawsze wychodzi słońce. Pamiętaj! To co robisz, jest Twoje. Sam pracowałeś na to, nikt Ci tego nie dał. Ciesz się z najmniejszego sukcesu, bo od nich wszystko się zaczyna. Ludzie Cię znienawidzą, będą pluli w twarz i życzyli źle ale to tylko dlatego, że postanowiłeś zmienić swoje życie. Wyjdź z nudnej rutyny, smutnej karuzeli i zacznij spełniać swoje marzenia. Nic nie przychodzi od razu, z każdej zdobytej górki czeka na Ciebie jeszcze większa do pokonania. To kształtuje Twój charakter i odporność na krytykę która jest tak beznadziejna, że w żaden sposób nie trzyma się dupy.

Przestań patrzeć na sukcesy innych, niech oni patrzą na Twoje. Krytykować łatwiej jest, niż krytykę znieść. Szanujmy entuzjazm i zapał ludzi do pracy.

Jestem już zmęczona tą wszechobecną śmieszną nienawiścią ludzi którzy kopią innych za to, że zdecydowali urozmaicić swoje życie ( z powodzeniem! ). Abstrahując od całości tematu, na zakończenie dodam, że mam zamiar przeżyć swoje życie najlepiej jak to jest możliwe i Wam tego też życzę. Nie bójcie się spełniać swoich marzeń!

"Wymagaj od siebie nawet wtedy kiedy nikt by od ciebie nie wymagał"
Święty Jan Paweł II 

Odsłuchajcie kawałek który był ze mną w każdym momencie gdy moje nogi się uginały



czwartek, 26 lutego 2015

brak czasu na smutek



Tak, żyję... Przepraszam za 3 miesięczną nieobecność, Przepraszam, że ignorowałam wasze wiadomości i listy. 

Nie zawsze da się patrzeć pozytywnie i oszukiwać samego siebie, nie umiem chodzić z przyklejonym uśmiechem. Z wypełnionego przeze mnie optymizmu wpadłam w dół pesymizmu. Czasem to już po prostu nie umiem sobie wmawiać, że jest super pomimo, że tak naprawdę wszystko się pogarsza. 

Z dnia na dzień było coraz gorzej i coraz mniej ludzi. To jest taki stan, że człowiek nie potrafi sam sobie poradzić ale też nie chce okazanej przez kogoś pomocy. Najchętniej zaszyłby się w czterech ścianach, pod kocem i słuchawkami w uszach z kawałkami Sama Smitha. Nie chce się z nikim gadać, ani wychodzić na piwo... Po prostu leżysz a w twojej głowie panuje głucha cisza. Czasem łzy się leją bez powodu, po prostu od tak. Są takie momenty, gdy nam czegoś brakuje, gdy po prostu czujemy się samotni, czujemy że nie mamy nic... Cisza jest gorsza od najgłośniejszego płaczu... To jest takie frustrujące, że Ty potrafisz poświęcić każdą wolną chwile dla bliskich osób a nie dostajesz tego samego w zamian... I smutne, że trzeba krzyknąć aby ktoś zwrócił uwagę: HALO TU JESTEM!

To jest ten moment w którym nie oczekujemy żadnych słów pocieszenia, tylko chcemy odczuć, że jesteśmy dla kogoś ważni...

W każdym wieku ma się swoje zmartwienia i zawsze są one tak samo ważne. Nie ma znaczenia czy masz 12 lat czy 21 problem bez wyjątku nas tyczy i musimy znaleźć lekarstwo na to aby móc sobie w tym poradzić. Jedna zasada: NIE PODDAWAĆ SIĘ NA STARCIE.

Niesamowite jest to- jak słaby człowiek się staje gdy jego szczęście zależy od drugiej osoby. Przekonałam się o tym... Najprostszej myśli nie potrafisz ułożyć w głowie. Nie ma gorszego bólu niż świadomość, że to, co było, nigdy już nie wróci, że osoby z którymi byliśmy blisko i nadal są ważni, traktują nas całkowicie obojętnie.

To że się uśmiecham, żartuję, śmieje się i bawię nie oznacza że jestem szczęśliwa. Ja po prostu nie lubię pokazywać, że jest mi źle. Ta przerwa uświadomiła mnie, że nie warto marnować swojego życia tylko dlatego, że ktoś nie znalazł w swoim miejsca dla mnie! 

Nie poddawaj się, nie daj satysfakcji tym co Cię ranią. Zamartwianie się jest tak bezsensowne jak wychodzenie z parasolką w słoneczny dzień i czekając na deszcz.
Otrzyj łzy i zrób ten krok aby wymazać z głowy smutne wspomnienia. Nie żyj tym co było ale tym co przed Tobą. Życie jest kruche i delikatne ale nie oznacza to żebyś rezygnował z marzeń. RYZYKUJ! Marz, planuj i działaj! To nic złego, że chcesz od życia czegoś więcej. Czasem warto sobie przypomnieć że nie musisz robić tego samego co robią inni. Będą Cię oczerniać i pluć w twarz ale to właśnie Ty wyznaczasz sobie własną ścieżkę - i kto wie? Może ktoś weźmie z Ciebie przykład i pójdzie za Tobą. Nie rozpaczaj, że czegoś Ci brakuje, uwierz w przeznaczenie i nie szukaj szczęścia na siłę, nawet nie zauważysz gdy ono samo Ciebie znajdzie :) 


Stajesz się silny kiedy poznajesz swoje słabości oraz piękny, gdy akceptujesz swoje wady. Stajesz się mądry, kiedy uczysz się na swoich błędach. I tego się trzymaj! Nikt nie jest doskonały i każdy ma prawo mieć gorsze dni, popłakać sobie i zjeść tonę słodkości ;-) Możemy nakrzyczeć na cały świat jak nam źle i nie radzimy sobie w życiu. Ale pamiętajmy, że po burzy ZAWSZE wychodzi słońce. Trzeba strzelić sobie brzydko mówiąc w pysk i otrząsnąć się z gównianego ponuractwa. Nie pozwól aby smutek zawładnął Tobą (ja przez to mam 3 miesiące wyjęte z życia!) 

Naprawdę żyje tylko ten, kto nieustannie cieszy się z życia :-) 




"Nie osiągniesz swoich marzeń,nie zdobędziesz swoich ideałów i nie będziesz brał dla siebie tego co dobre z najwyższych półek życia, dopóki- dopóty nie poczujesz lęku, starych nawyków i dziwacznych życiowych schematów"

WASZA JA



czwartek, 13 listopada 2014

Wyjdź z labiryntu!



Często pytacie: jak się mam, czy wszystko dobrze u mnie. Nie ukrywam, jestem już trochę przemęczona tym wszystkim... A dokładnie życiem który mi w tej chwili płata figle. Cieszę się, że mam bliskie osoby w okół siebie i cały czas poznaje nowych ludzi... ale gdy przyzwyczaimy się za bardzo powstaje bałagan który ciężko ogarnąć. Powoli zatracamy się w ten wir bezradności i wpadamy do labiryntu w którym podążamy bez celu, bez jakiejkolwiek motywacji... Po prostu chodzimy nie szukając wyjścia. Po drodze spotykamy ludzi którzy tak jak my ze smutkiem w oczach i bezradnością obijamy się od ściany do ściany idąc tam gdzie nas nogi poniosą. Często szukamy ucieczki- ale nie z labiryntu ale przed samym sobą. Nie radzimy sobie z własnymi słabościami, małe problemy stają się za duże dla nas i chowamy je do szuflady pod nazwą:"tym zajmę się potem". Szuflada się wypełnia z każdym ignorowanym dniem co powoduje, że brakuje miejsca na dalsze nasze troski. Przestajemy sobie z czymkolwiek radzić, zamiast stąpać na nogach nasze kolana są już przedarte... Poddajemy się, nie mamy siły nawet na ucieczkę...  Jeszcze ta jesienna aura która podwaja nasze przygnębienie. Wisienką na tym naszym nieudanym torcie może być gasnący płomień miłości który uzmysławia nam że zrobienie 'wszystkiego' jest w tym momencie nieznaczące. Mamy uczucie że straciliśmy najważniejsze wartości jakie w życiu nabyliśmy...

W takiej sytuacji słowa 'będzie dobrze' brzmią banalnie. Są one poza horyzontem naszych nadziei na to że kiedykolwiek coś się ułoży. Najchętniej zaszylibyśmy się pod kołdrą z paczką chusteczek i dobra muzyką w słuchawkach (najlepiej Eric Clapton lub jeszcze większe smęty do popłakania)

Zdajesz sobie sprawę że już nic się nie uda, że jakiekolwiek próby starania powrotu do normalnego funkcjonowania są na marne... W chwili gdy człowiek coś traci, zdaje sobie sprawę że kochał to niesamowicie mocno i nic tak nie boli jak obojętność w oczach naszych najbliższych.

Ja też lubię czasem popłakać, oczyścić swój organizm od nieprzyjemności które mnie spotkały. Pokrzyczeć do poduszki...

Uwierz mi, każdy przechodził podobny stan który powoduje że nasze funkcjonowanie jest porównywalne z popsutą zmywarką. Sama się nie naprawi, trzeba czasu i mozolnego zaangażowania aby sprawić by na nowo zaczęła pracować- taka metafora aby na początku pojawił się uśmiech na Twojej buzi. Już jest ? Bardzo dobrze :)

Mówi się - czas leczy rany ale to naprawdę zależy od Ciebie kiedy powstaniesz na nogi. Wiadomo, żal w sercu pozostanie a rysa sama się nie zamaże... Nie można cofnąć straconych dni ale można spowodować aby kolejne były pełne uśmiechu. Czasem potrzebujemy przerwy tak zwanego 'resetu' aby zrozumieć co jest dla nas ważne i uświadomić sobie jak wiele możemy stracić. Smutek jest największym bólem odczuwalny i psychicznie i fizycznie z którym ciężko walczyć, z którym często przegrywamy. Przez to gdy poznajemy swoje słabości stajemy się silniejsi aby z nimi walczyć. Wierz mi żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania i wahania. Nie zawsze jest łatwo, często czujemy się tacy bezsilni, gdy jeden problem napędza drugi. Nie pozwól na to aby Cię to wszystko przygniotło, jeśli pokonasz siebie, to nic Ci już nie stanie na drodze!

Wyjdź z labiryntu i zacznij żyć...


wtorek, 21 października 2014

BE YOURSELF


Ludzie mówią: bądź sobą, rób to co kochasz - sam/a jesteś odpowiedzialna/y za swoje życie i nikt inny za Ciebie nie umrze.

No ale... ciężko jest się czasem przełamać, prawda? Myślisz sobie: "Kurde, co ludzie powiedzą?" Niby chcesz iść w tym kierunku, niby wiesz że w tym się spełnisz, niby chcesz osiągnąć sukces...

NIBY NIBY NIBY -Wymarz to słowo ze swojej głowy!

Nie udawaj kogoś kim nie jesteś. Najgorszą decyzją człowieka jest ta, gdzie utożsamia się ze swoim towarzystwem. Przytakuje na każde słowo, nie ma własnego zdania, uśmiecha się w tedy kiedy ma się uśmiechać, zaklaszcze wtedy gdy to inni robią.

OBUDŹ SIĘ! Nie bądź cieniem innego człowieka!

Postaw nogę na własnej ścieżce. Spełniaj się w tym co lubisz robić. Masz tylko jedno życie które do maksimum musisz wykorzystać.

Cytując tekst piosenki mojego idola: "Jeśli chcesz naprawić świat, najpierw musisz przyjrzeć się sobie i zmienić się. Zacznij od tego gościa, którego widzisz w lustrze – czyli od siebie!"

Wiem że będzie Cię martwić zdanie znajomych, rodziny i w okół ludzi, ale pomyśl- jeżeli nie Ty to kto? W duchu zazdrościsz innym że potrafią walczyć o swoje- tak naprawdę nie podziwiasz ich za to co robią ale za ich odwagę. Nie boją się pokazywać swoich talentów, nie boją się mówić to o czym myślą- dlaczego? BO SĄ SOBĄ. Ty też taki możesz być!

"Jak masz miękkie serce, to obyś dupy nie miał szklanej" Pewnie zastanawiacie o co mi chodzi?

Ludzie to ciężki gatunek homo sapiens. Lubią dokuczać, podkładać nogi a na koniec z nas się śmiać. Zazwyczaj zwie się to ZAWIŚĆ- ciężkie do wyleczenia dla ludzi na maksa interesujących się kogoś życiem. Ale ja mam na nich sposób - uśmiech na twarzy i praca nad sobą i pasją ze zdwojoną siłą. Nic tak bardzo ich nie wytrąca z równowagi jak nasze poczucie szczęścia.
Życie jest zbyt krótkie, by wciąż stać w miejscu i myśleć co by było gdyby. Idź śmiało do przodu i żyj spontanicznie. Czasem warto po prostu przypomnieć sobie, że nie musisz robić tego samego co robią wszyscy inni. Nie przejmuj się porażkami, przejmuj się szansami, które tracisz jeżeli nie spróbujesz! Każdy głupi potrafi krytykować, potępiać i narzekać, ale potrzeba charakteru i samokrytyki by być rozumiejącym i przebaczającym. To brak wiary w siebie sprawia, że ludzie boją się podejmować wyzwania. UWIERZ W SIEBIE! Będą Ci wmawiać że Ci się nie uda, a potem zaczną pytać- jak tego dokonałeś?

Sprawa jest prosta- albo znajdziesz drogę albo sam sobie ją utorujesz! :)


poniedziałek, 13 października 2014

Mamo Tato- DZIĘKUJĘ!



W jednym z postów już kiedyś zahaczyłam o ten temat- ale był on tylko zwróceniem uwagi. Dzisiaj postanowiłam cały post poświęcić tematyce jakim są - RODZICE.
Dość niedawno wsłuchałam się w rozmowę moich koleżanek. Jak się domyślacie gawędziły sobie o rodzicach. Jedna mówiła jak ma źle bo Tata jej nie chce kupić nowego telefonu, druga że jej Mama jest głupia i nienormalna bo każe jej sprzątać i gotować itd. Ogólnie wszystko kręciło się w okół tego jakie mają nieszczęśliwe życie przez rodziców...

Wziąć giwerę i rozstrzelać...

Szczerze? Mi też nieraz puszczały nerwy... Trzaskałam drzwiami, pyskowałam do potęgi. Padały czasem ciężkie słowa które później bardzo żałowałam. Wieczne kłótnie że czegoś mi nie wolno, że muszę po raz setny coś zrobić, że to, że tamto. Wielokrotnie słyszałam: Traktujesz dom jak hotel! Nic w nim nie robisz, nie pomagasz... Rachunki telefoniczne przychodziły i były tylko zgrzyty: "Nie umiesz oszczędzać!" Zawsze było coś...

Tak naprawdę człowiek z wiekiem docenia obecność rodzica. 

Wyobraź sobie że nagle zabraknie Twojej Mamy lub Taty. Tak po prostu, załóżmy... nieszczęśliwy wypadek. Co robisz? Płaczesz prawda? Ale dlaczego płaczesz? Bo po pierwsze- utraciłaś/eś najbliższą osobę, po drugie nie przeprosiłaś/eś rodzica za słowa które ostatnio padły, bardzo przykre słowa...
Boli, prawda? Starasz ogarnąć myśli ale to w Tobie cały czas siedzi- to poczucie winy, wyrzuty sumienia. Że nie będziesz mógł/a więcej porozmawiać z Mama czy Tatą, że ostatnie chwile które z Nimi spędziłaś/eś to na kłótni i przekrzykiwaniu się.

A teraz odetchnij...

Pomyśl jak traktujesz swoich rodziców? Czy okazujesz im należyty szacunek? Uwierz mi... Rodzice dali Ci wszystko abyś był szczęśliwa/y. Masz dom? Masz co jeść? Chodzisz do szkoły? To czego chcesz więcej? Wyobraź sobie ile na świecie jest rodzin których na takie (można powiedzieć) podstawowe rzeczy nie stać. Którym jest naprawdę ciężko, robią wszystko aby zapewnić swoim dzieciom edukację oraz aby miały wypełnione miski jedzeniem. Nie zawsze ten plan zostaje przez nich zrealizowany. Nieraz choroba kieruje człowiekiem, czasem alkohol zawładnie życiem. Pisane są różne scenariusze ale najważniejsze jest to aby się nie poddawać.

Zacznij szanować starania rodziców, bo jesteś ich oczkiem w głowie a wychowanie dziecka należy do najtrudniejszych rzeczy w życiu człowieka. To oni byli przy Tobie, ocierali łzy po upadku na rowerze, opatrywali rany, kładli się w Wami do łóżka gdy nie mogłaś/eś zasnąć. Zawsze byli... Nie wymagaj- ale zapracuj sobie. Zamiast słowa 'daj' zamień na 'proszę'. Okaż wsparcie swoim rodzicom, pokaż że naprawdę doceniasz to co robią dla Ciebie.

W dzisiejszych czasach wszyscy wstydzą się uczuć- a to właśnie słowo 'KOCHAM' potrafi wyleczyć rany. Każdy człowiek ma policzone swoje dni i nie wiadomo kiedy Ten na górze zadecyduje aby Nas stąd zabrać. Dlatego obudź się! Bądź przy najbliższych, spraw aby czuli się potrzebni i docenieni.

Oni kochają Cię bez względu na wszystko! Możesz mieć w sobie milion wad które inni wytykają Ci palcem ale dla swoich bliskich jesteś NAJPIĘKNIEJSZA/Y. Rodzice to jedyni ludzie na świecie, którzy szczerze cieszą się z naszych sukcesów i boleją z powodu naszych porażek. Jeśli wciąż masz taką możliwość- podziękuj im za wszystko co dla Ciebie zrobili i powiedz im, jak bardzo ich kochasz ponieważ dzień, w którym ich zabraknie, może nadejść całkiem niespodzianie...






sobota, 13 września 2014

Historia Walecznej Asi. Przeczytaj i pomóż!


Kochani! To nie będzie ani motywujący post, ani żaden związany ze mną... a raczej coś bardziej ważnego. Jak już zacząłes/łaś czytać pierwsze zdanie- proszę wytrwaj do samego końca.
Będzie to prośba do Was... Tak, tym razem ja potrzebuję Waszej ręki wsparcia.

Boże Narodzenie wcale nie musi być piękne, magiczne, białe... Może być straszne, pełne cierpienia, niepewne. Ale nie może zabraknąć nadziei, zwłaszcza wtedy, gdy Bóg się ma narodzić. Gdy jej zabraknie, zaczyna się powolna, bolesna agonia. Rodzi się piekło. Ten post będzie o nadziei, która pozwala żyć, która pomimo ran zadanych przez los podnosi i każe iść przed siebie. Ten post będzie o rodzinie, której coś cennego zostało zabrane w Boże Narodzenie, ale też coś zostało podarowane. To będzie historia małych cudów.

29 stycznia 2007 roku w Anglii... (kurcze to już prawie 8 lat!) przyszła na świat cudowna wesoła dziewczynka a na imię dano jej Joanna. ZOSTAŁAM CIOCIĄ HURRRAA!!!!  Już od małego wykazywała swój silny charakterek. W nocy popisywała się potężnym głosem a zza dnia zwinnością i sprytem. Swoim ciepłem obdarzała niemal każdego a urodą rozkochiwała zewsząd napotkanych ludzi. Ciotki wyrywały sobie Asie z rąk do rąk i nie mogły się nacieszyć jej osobom. Była taka radosna...



W Boże Narodzenie tego samego roku zdarzyło się coś... czego nikt nie przewidział. Można powiedzieć- najgorszy scenariusz a raczej zły sen Matki... no właśnie, gdyby tylko to był sen...

Gdy nadszedł czas przedświątecznych porządków, zadzwonił telefon. Moja Mama odebrała i zamarła... Zrobiła się blada a oczy wypełniły się łzami. "Ale jak to? Gdzie jestescie? Co z nią? Lekarz coś powiedział? Jak to nie wiedzą!?" Odłożyła telefon... popatrzyła na mnie a jej głos załamywał się tak bardzo, że nie potrafiła wysłowić się w żadne sposób... "Asia jest w szpitalu"

cisza


Każda komórka mojego ciała wykrzywiała modlitwę: "Boże nie zabieraj mi Asi..." Cierpienie i bezradność w swej najbardziej skrajnej wersji... Wigilia dla mojej siostry i szwagra zamiast zacząć się od przygotowywania potraw Świątecznych i ubierania choinki, przywitała ich kolejnym rankiem na intensywnej terapii. Zamiast Wieczerzy Wigilijnej - jedli kanapki z tuńczykiem w Subway'u. Prezenty? Jedynie to jakieś głębokie przeświadczenie, że w Boże Narodzenie to Asia już musi się obudzić...

I tak nastąpiło! Pamiętam, jak bardzo się cieszyłam, gdy siostra powiadomiła Nas że Asia w końcu otworzyła oczy. Pamiętam też, ten ból, gdy się okazało, że nie widzi, nie słyszy, nie kontroluje ruchów z prawej strony a lewą częścią ciała w ogóle nie porusza oraz nie reaguje na swoich rodziców.. Ale jak to? Jeszcze trzy dni wcześniej była radosną, uroczą rozkochującą w sobie cały świat osóbką, a teraz...?

STAN ZAPALNY PRAWEJ PÓŁKULI MÓZGOWEJ.

Nogi ugięły się pode mną. Słyszałam tylko o jednym takim przypadku. Danielku, braciszku mojej siostry znajomej. Zmarł dokładnie wtedy, kiedy Asi się to przytrafiło, ale dzielnie walczył kilka lat... Ale jak, skąd? Co spowodowało zapalenie? Tego nikt nie wiedział. Pierwsza i wstępna diagnoza: padaczka Rasmussena i zapalenie mózgu Rasmussena. Zarówno w ich doświadczeniu jak i literaturze było niewiele takich przypadków. Na podstawie literatury: 1/3 wyzdrowiała, 1/3 umarła a 1/3 jest pomiędzy...czyli nie umarła, ale też nie wyzdrowiała. Na dniach naleziono wydzieline z nosa wirusa Influenza A PCR czyli wirusa grypy

Kolejny cios...



Jak czasu potrzebuje łza, aby spłynąć, tak i wszystko, co teraz będzie związane z Asią...

Pielęgniarki dbały o nią. Codziennie informowały o jej stanie i o tym jak spała w nocy. Zauważyły, że prawdopodobnie wraca jej słuch, gdyż zaczęła reagować na hałas i inne głośniejsze dźwięki. To tak bardzo nas cieszyło..

W końcu wypisali Asię ze szpitala. Lekarze dokładnie przeszkolili moją siostrę i szwagra w udzielaniu pierwszej pomocy maleńkim istotom. Poinformowano co do leków, jakie Asia musiała codziennie przyjmować (przeciwpadaczkowe) oraz co robić w razie napadów. A jak Asia zareagowała na dom? Zaskoczyła nas bardzo. Jak tylko siostra z Asią weszły do mieszkania, można było zauważyć, że jest szczęśliwa. Była taka radosna... pomimo, że nic nie widziała, czuła, że jest w miejscu, które zna, które jest jej. To było takie pozytywne. A Olkowi i Ani (szwagier i siostra) było jakoś dziwnie...bo niby u siebie, ale Asia już nie ta sama. Zapominamy, że kiedyś była zdrowa... wiem, to przykre i smutne.



BARDZO ZŁE WIADOMOŚCI 

W lutym (2008r.) ponownie Olek z Anią udali się z Asią do szpitala na kolejny rezonans magnetyczny mózgu. Konieczna była narkoza, wyniki, jak zawsze, miały dotrzeć pocztą. W domu Ania próbowała tłumaczyć opis wyników badań, ale miała wrażenie, że chyba nie idzie jej to dobrze. Gdy wrócił Olo, musiał usiąść gdy to wszystko czytał. Asia miała rozległe zniszczenia w mózgu, czyli to, czego obawialiśmy się najbardziej. Jedyny plus, że nie było juz stanu zapalnego. Ta informacja dosłownie nas sparaliżowała. Teraz nic nie było pewne...



To już minęło niemal 7 lat a ból w sercu został. Dzielnie walczymy o Naszą Asię. Mamy tą świadomość że nie powróci do całkowitego stanu zdrowia ale jak armia idziemy przed siebie po lepsze życie dla niej. 

Życie człowieka jest bezcenne, niestety niektórzy są wycenieni... Mówi się- pieniądz szczęścia nie daje, ale może podarować zdrowie. To jest smutne ale jakże prawdziwe. Trzeba płacić za to by lepiej się żyło... aby w ogóle się żyło...

Asia w styczniu skończy 8 lat. Jaki jej stan zdrowia jest na dzień dzisiejszy? Mając 3 latka nauczyła się chodzić (lekarze nie dawali najmniejszych szans na to że to kiedykolwiek się stanie- A JEDNAK!) Opatrzność Boża i silny charakter Asi pozwolił na to że znów zaczęła widzieć. Od kilku lat nie ma padaczki. Niby wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak Asia nadal nie rozumie tego co się do niej mówi ani nie komunikuje swoich potrzeb. Cały czas potrzebuje opieki, należy ją przewijać, karmić, myć- tak jak się to robi z maleńkim dzieckiem. Asia rośnie, staje się dużą dziewczynką. Praca z nią jest z roku na rok coraz trudniejsza. Utrzymanie chorego dziecka to ogromny koszt który zazwyczaj nas przerasta. Gdyby nie pomoc rodziny i dobrych ludzi - nie wiem jakbyśmy sobie poradzili. 






Zanudzam Cię? Już kończę, poczytaj jeszcze troszkę! 

Przez cały rok zbieramy pieniądze, organizujemy imprezy oraz aukcje charytatywne. Aby choć w maleńkim stopniu pokryć koszty utrzymania Asi oraz jej terapii. Staramy się aby Asia co roku wyjeżdżała do Polski na rehabilitacje do Zabajki (koszt ok. 5 tysięcy + transport z Anglii) oraz Delfinoterapia w Turcji (koszt około 20-25 tysięcy zł). To są dla Nas kolosalne sumy biorąc pod uwagę całoroczne utrzymanie Asii, lekarstwa oraz specjalna szkoła. 





I tutaj prośba ode mnie do Was!  

Udostępnij proszę ten post u siebie na tablicy. Niech jak najwięcej ludzi dowie się o Asi !! 
Jeżeli znasz kogoś znanego lub Twoi znajomi- proszę porozmawiaj z ową osobą, zbieramy fanty na aukcje charytatywne. Może jesteś w posiadaniu jakiegoś autografu, płyty koszulki lub cokolwiek innego i kurzy się na półce? Wyślij to do mnie! Z wystawionych przedmiotów każda złotówka wpłacona na Asie jest cenna jak złoto! 

adres:
Julia Głowacz
ul. Energetyków 17
34-480 Jabłonka 




Porozmawiaj z rodzicami i przekaż 1 % na Asie! 

W rozliczeniu podatkowym należy wpisać nr
KRS 0000018926 z dopiskiem "Dla Joanny Srokosz".
Fundacja Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „SŁONECZKO”
77-400 Złotów, Stawnica 33A
NIP: 767-15-85-965, REGON: 572125388
fundacja@fundacja-sloneczko.pl



Dowolne darowizny również są dla Nas bardzo ważne- to właśnie dzięki nim najczęściej udaje Nam się spełnić marzenia Asii. 

Spółdzielczy Bank Ludowy Zakrzewo Oddział w Złotowie
Darowizny na subkonta podopiecznych:
89 8944 0003 0000 2088 2000 0010
 z dopiskiem "Joanna Srokosz 460/s"



Proszę pomóżcie Nam stworzyć spokojną i bezpieczną drogę do zdrowia dla Asi !!






RODZINA I PRZYJACIELE DZIĘKUJĄ