środa, 9 lipca 2014

21 zasad szczęśliwych ludzi

„Szczęście jest przywilejem – pielęgnuj je.” – Elbert Hubbard


Wszyscy ludzie dążą do szczęścia. Nikt z nas nie chce być smutny i przygnębiony. Każdy z nas miał okazję spotkać ludzi, którzy są zawsze szczęśliwi, nawet gdy życie wystawia ich na bolesne próby. Nie twierdzę, że szczęśliwi ludzie nie odczuwają żalu, smutku czy przygnębienia, oni po prostu nie pozwalają tym uczuciom przejąć kontroli nad swoim życiem.

Oto 21 zwyczajów szczęśliwych ludzi:

1. Doceniaj życie
Każdego ranka bądź wdzięczny, że się obudziłeś. Rozwijaj dziecięcy zachwyt i radość wobec życia. Skupiaj się na pięknie każdej żywej istoty. Korzystaj pełnymi garściami z każdego dnia. Nie traktuj niczego jako pewniak. Nie przejmuj się małymi rzeczami

2. Mądrze dobieraj przyjaciół
Otaczaj się wesołymi, pozytywnymi ludźmi, którzy podzielają Twoje wartości i cele, takimi którzy mają podobne metody by realizować swoje marzenia. To dzięki nim będziesz się czuł dobrze sam ze sobą. To oni wyciągną do Ciebie pomocną dłoń w razie potrzeby.

3. Licz się z innymi 
Akceptuj innych takimi jakimi są, niezależnie od etapu na jakim są w swoim życiu. Pomagaj jeśli jesteś w stanie, ale nie staraj się ich zmieniać na siłę. Staraj się polepszać dzień każdej napotkanej osobie.

4. Nie przestawaj się uczyć 
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami odnośnie swojej kariery i hobby. Spróbuj nowych i odważnych rzeczy, które Cię zainteresują – taniec, narty, surfing, spadochroniarstwo.

5. Rozwiązuj problemy kreatywnie 
Nie użalaj się nad sobą. Jak najszybciej staw czoła wyzwaniu i znajdź rozwiązanie. Nie pozwól by komplikacje zepsuły Twój nastrój, każda przeszkoda to przecież okazja do dokonania pozytywnych zmian. Zaufaj swojemu instynktowi – on prawie nigdy nie zawodzi!

6. Rób to co kochasz 
Statystyki wykazują, że 80% ludzi nie lubi swojej pracy. Nic więc dziwnego, że tak wiele osób jest nieszczęśliwych. Większość naszego życia spędzamy przecież w pracy. Wybierz zawód, który lubisz i sprawia Ci przyjemność – żadne pieniądze nie są warte ciągłego cierpienia! Znajdź czas by rozwijać swoje hobby i zainteresowania.

7. Ciesz się życiem 
Poświęć chwilę by zauważyć piękno, które Cie otacza. Życie to znacznie więcej niż praca. Znajdź chwilę by powąchać kwiaty, obejrzeć zachód słońca z ukochaną osobą, wybrać się na spacer brzegiem morza, przejść się po lesie. Naucz się żyć chwilą teraźniejszą i pielęgnuj ją! Nie żyj przeszłością ani przyszłością.

8. Śmiej się 
Nie bierz siebie ani swojego życia zbyt serio. Można znaleźć coś zabawnego w niemal każdej sytuacji. Śmiej się z siebie – przecież nikt nie jest idealny. Śmiej się w każdej odpowiedniej chwili! (Oczywiście pamiętajmy, że w naszym życiu są momenty, w których powinniśmy być poważni).

9. Wybaczaj 
Chowanie urazy nie zrani nikogo, prócz Ciebie samego. Przebaczaj innym dla spokoju własnego ducha. Kiedy popełniasz błąd – wyciągaj wnioski i wybaczaj sobie samemu.

10. Bądź wdzięczny 
Rozwijaj postawę wdzięczności. Licz swoje błogosławieństwa- wszystkie, nawet te najbardziej banalne. Bądź wdzięczny za swój dom, pracę i przede wszystkim rodzinę i przyjaciół. Znajdź czas by powiedzieć im, że jesteś szczęśliwy, że są w Twoim życiu.

11. Inwestuj w relacje 
Upewnij się, że kochasz bliskich nawet w momentach konfliktu. Pielęgnuj i rozwijaj swoje relacje z rodziną i przyjaciółmi, poświęcaj im czas. Nie łam danych im obietnic, bądź pomocny.

12. Dotrzymuj słowa 
Szczerość to najlepsza taktyka. Każde swoje działanie opieraj na szczerości i uczciwości. Bądź szczery wobec siebie i swoich bliskich.

13. Medytuj 
Medytacja pozwala Twojemu mózgowi na aktywny wypoczynek. Będąc wypoczętym będziesz miał więcej energii i będziesz funkcjonował na wyższym poziomie. Medytacja to między innymi joga, hipnoza, taśmy relaksacyjne, afirmacje, wizualizacje lub po prostu odpoczynek w ciszy. Znajdź coś dla siebie i ćwicz codziennie!

14. Pilnuj własnych spraw 
Skoncentruj się na kreowaniu swojego życia tak jak chcesz. Dbaj o siebie i swoją rodzinę. Nie daj się wytrącić z równowagi przez to co myślą czy mówią inni. Nie daj się wciągnąć w plotki czy obgadywanie. Nie oceniaj. Każdy ma prawo żyć tak jak chce – Ty również.

15. Optymizm
Znajdź pozytywne strony w każdej sytuacji, mimo że czasem może to być trudne. Nic nie dzieje się bez powodu, nawet gdy nie wiesz co jest tego przyczyną. Unikaj negatywnych myśli, jeśli nawet wkradną się do Twojej głowy, zmień je w coś pozytywnego.

16. Kochaj bezwarunkowo
Akceptuj innych za to kim są. Nie wprowadzaj ograniczeń na miłość. Nawet jeśli nie zawsze podobają Ci się zachowania bliskich – nadal ich kochasz.

17. Bądź wytrwały 
Nigdy się nie poddawaj. Podejmuj wyzwania z nastawieniem, że przybliżą Cię one do upragnionego celu. Nie przegrasz, dopóki się nie poddasz. Skup się na tym czego pragniesz, zdobywaj umiejętności, przygotuj plan na sukces i podejmij działanie. Człowiek jest najszczęśliwszy podczas realizacji tego, co dla niego wartościowe.

18. Bądź aktywny 
Zaakceptuj to, czego nie możesz zmienić. Szczęśliwi ludzie nie marnują energii na rzeczy, na które nie maja wpływu. Zaakceptuj swoje ograniczenia. Określ jak osiągnąć to czego pragniesz zamiast oczekiwać na gotową odpowiedz.

19. Dbaj o siebie 
Zadbaj o swoje ciało i zdrowie. Rób regularne badania. Ćwicz i odżywiaj się zdrowo. Odpoczywaj. Pij dużo wody. Wytęż umysł i pobudzaj go ekscytującymi wyzwaniami.

20. Pewność siebie
Nie staraj się być kimś, kim nie jesteś. Przecież nikt nie lubi ludzi fałszywych. Określ kim jesteś w środku- jakie są Twoje sympatie i antypatie. Bądź pewny tego kim jesteś. Rób wszystko najlepiej jak potrafisz i nie ingeruj w siebie.

21. Weź odpowiedzialność 
Szczęśliwi ludzie wiedzą i rozumieją, że są w 100% odpowiedzialni za swoje życie. Są odpowiedzialni za swoje humory, postawy, myśli, uczucia, reakcje i słowa. Gdy popełnią błąd, potrafią się do niego przyznać.

Rozpocznij od dziś i weź odpowiedzialność za swoje szczęście. Pracuj nad tym, aby powyższe nawyki stały się również Twoimi. Zacznij wprowadzać te zasady do swojego życia – będziesz szczęśliwszy! Ale przede wszystkim – BĄDŹ SOBĄ.







artykuł pobrany z www.popularnie.pl - zapraszam na stronę


środa, 2 lipca 2014

nigdy nic nie wiadomo



Kiedyś przychodziły takie dni i rozmyślałam co by było gdybym miała jednego rodzica, albo mieszkała w maleńkim domu z 10'orgiem rodzeństwa a pieniądze ledwo starczały na dom i jedzenie. Co by było gdybym nagle straciła wzrok, albo w wypadku samochodowym utraciła nogę? Co by było gdyby mi nagle wszystko co teraz mam- odebrano.

Też się zastanawiacie nad takim 'innym' scenariuszem życia?

Jesteśmy kowalem swojego losu, Nasi rodzice z pewnością dali nam wszystko co tylko mogli aby lepiej się nam żyło. Nie możemy mieć do nich żalu, że nie niekiedy odmawiali nam zakupu jakiejś nowej rzeczy lub zamiast wyjechać na wakacje szliśmy pomagać w gospodarce lub mamie w ogródku. Takie poszanowanie przychodzi z wiekiem czasu. Sama czasem złościłam się, że nie mogłam mieć tego co chciałam. Nie rozumiałam wartości pieniądza. Moi rodzice ciężko pracowali zza granicą. Był czas, że jednego z nich nie widziałam miesiąc lub więcej. Ale gdy przyjeżdżali, to zawsze coś mieli w zanadrzu dla każdego z mojego rodzeństwa. Czy to słodycze, czy jakaś zabawka... A radość była niepojęta!

Gdy dorosłam to czasem tak w sercu kuło: kurcze chciałabym mieć to, ale moi rodzice nie chcą mi kupić. Zrozumiałam swoje egoistyczne podejście dopiero w momencie, gdy z firmy mojego Taty powoli zaczęli zwalniać ludzi. Groziło to też mojemu. Byłam wtedy przerażona. Na samą myśl o tamtych dniach napływają mi łzy do oczu. Moja Mama nie pracuje, tylko Tata nas utrzymuje. I ten strach z każdym dniem się powiększał. Pamiętam słowa mojego brata który w tym czasie przebywał zza granicą: "Nie martw się Jula, co by się nie stało to sobie wszyscy poradzimy". Byłam rozwalona na tysiąc kawałków. Na moją rodzinę został postawiony duży pytajnik: "Co dalej?". Nie mogłam jeść, nie mogłam spać. Obsesyjnie cały czas myślałam o tym co będzie i jak wszystko się potoczy. Pytanie brzmiało: czy po prostu moja rodzina sobie poradzi... Ale pozbierałam się i postanowiłam - cokolwiek by się wydarzyło, nie będzie to miało wpływu na relacje z rodzicami i jakoś sobie poradzimy! Finalnie mój Tata pozostał w pracy, aczkolwiek pas musieliśmy ścisnąć. Była to przeogromna ulga, a radość nie odstępowała mnie na krok. Poczułam bezpieczeństwo, które zabrano mi na okres kilku tygodni. Postanowiłam że zacznę zarabiać na własną rękę. Zdałam sobie sprawię zaistniałej sytuacji i po prostu nie chciałam prosić rodziców o pieniądze na moje wydatki.

A co ze zdrowiem? Nigdy o to nie dbałam... Co prawda w szkole byłam sportowcem, nawet nie chwaląc się otrzymałam Stypendium Sportowe (chyba jedyne wyróżnienie jakie w życiu szkolnym mnie spotkało) ale po za tym, jadłam co popadłam. Nawet raz doprowadziłam się do takiego stanu, że byłam toczącym się pulpetem. Świadomość (i szczęście) posiadania zdrowego ciała i umysłu dotarło do mnie dopiero wtedy, gdy córka mojej siostry bardzo ciężko zachorowała. Zaatakował ją wirus który wywołał zapalenie mózgu, spowodował utratę słuchu, wzroku i zdolności poruszania się. W skrócie jej mózg został w większości trwale uszkodzony- martwy. Dopiero w tedy otwarłam oczy na to nieszczęście które dotyka ludzi. Wcześniej miałam zamknięte a raczej starałam się to wszystko w okół mnie ignorować. Niektórzy ludzie to  można powiedzieć mają wstręt do osób dotkniętych chorobą. Najczęściej takie rodziny bardzo skromnie żyją, czasem się zastanawiałam czy ich stan zdrowia nie jest wynikiem tego w jakich warunkach żyją? Zdałam sobie sprawę dopiero wtedy, gdy w mojej rodzinie to się przydarzyło. Utrzymanie takiego dziecka jest kilka razy droższe od utrzymania zdrowego. To nie jest kilka tysięcy... to są dużo większe sumy- od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych rocznie! Asia zmieniła każdego w mojej rodzinie, bez wyjątku. Przede wszystkim nauczyła nas dwa razy mocniej kochać drugą osobę., oraz uśmiechać się, nawet wtedy gdy jest naprawdę bardzo źle.

Człowiek musi od życia nieźle dostać po dupie aby zaczął doceniać to co ma. Powinniśmy cieszyć się z tego co los przyniósł i jakich nas rodzice wychowali. Zastanowić się nad tym- że inni mają dużo gorzej w życiu. Niektórzy mają dylemat co kupić: czy chleb czy wodę. A my się zastanawiamy czy kupić setną parę szpilek czy kolejny markowy perfum...

Czytając wasze listy lub maile często natrafiam na słowa: Julia pisząc o swoim życiu czasem mam wrażenie jakbyś to mnie opisywała.

Bardzo dużo piszę o sobie na blogu- bo jestem jedną z Was. Podobne historie wiele ludzi przeżyło. KAŻDY potyka się o swoje problemy, KAŻDY jest raniony przez drugą osobę. Nie jestem żadnym wyjątkiem... Ale przede wszystkim trzeba umieć radzić sobie z tym wszystkim. Nie wolno opuścić rąk i mówić: Nie dam rady... Ja zacisnęłam zęby i pomimo łez które niejeden raz spłynęły mi po polikach- próbowałam iść cały czas pod górkę. I każdy z Was powinien obrać również tą drogę. Życie jest niepewne i czasem może się okazać bardzo krótkie. Więc doceńmy to co mamy i dawajmy z siebie dwa razy więcej.

Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy - okaż mu ją i nie oczekuj że Ci zawsze podziękuje. Wdzięczność przychodzi z czasem...


DZIĘKUJĘ ZA CUDOWNE ŻYCZENIA URODZINOWE!





czwartek, 12 czerwca 2014

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą

Sylvester Stallone jest moim ulubionym aktorem (tuż przed Checki Hanem, a po Heath Ledgerem). Odkąd ujrzałam pierwszy raz film Rocky, tak bardzo mną zafascynował że poczułam pozytywny kopniak do realizacji swoich pomysłów... Ale czy każdy wie, w jaki sposób został napisany i stworzony film? Mam nadzieję, że to co przeczytasz sprawi równie podobną reakcję co w moim przypadku :)



Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego Stallone ma w charakterystyczny sposób wykrzywioną dolną szczękę? To dlatego że, urodził się ze sparaliżowaną lewą częścią twarzy. Z tego powodu, jego wymowa również była niewyraźna. Spalony na początku będąc chcieć zostać aktorem, prawda?

NIEPRAWDA! 

Chęci mu nie brakowało. Przyjechał do Ameryki w poszukiwaniu pracy w roli aktora... Lecz nie chciał nikt go przyjąć. Musiał spać na dworcu autobusowym przez 3 TYGODNIE!

Lecz wydarzyło się jeszcze coś gorszego... był zmuszony do sprzedania swojego jedynego przyjaciela... PSA. Osobie napotkanej, kompletnie nie znanej mu... za jedyne 25 dolarów. UPADŁ NA DNO...



Pewnego dnia, oglądał gale boksu z Hummadem Ali. Wpadł na pomysł filmu i zainspirowany w ciągu 3 dni napisał scenariusz do kultowego filmu "ROCKY".

Znalazł producenta który zaoferował mu 125 000 dolarów za film! Dla osoby bezdomnej to jest propozycja nie do odrzucenia. Jednak był mały problem: Stalone nie mógł zagrać w tym filmie. Był zmuszony odrzucić propozycję. Jego największym marzeniem było zostanie aktorem...

Kilka tygodni później zaoferowano mu podwojoną sumę, az 325 000 dolarów. Ale on w zaparcie odmawiał... W końcu nadeszła oczekiwana chwila, pozwolono mu zagrać w filmie, lecz stawka zeszła do 35 000 dolarów.

Stalone przyjął propozycję. Pierwsze co uczynił... wydał 15 000 dolarów na poszukiwanie i odkupienie jego psa. Udało się i wraz ze swoim panem wystąpili w filmie.



Film nakręcono w ciągu 28 dni. Globalnie stał się hitem i zarobił ponad 200 mln dolarów (gdzie jego budżet wyniósł 1mln). Zyskał 3 Oskary ( w tym za najbardziej popularny film)

Niech ta niesamowita historia Cię zainspiruje. Jeśli bardzo czegoś chcesz, możesz to w  końcu osiągnąć. Być może po drodze spotkają Cię złe rzeczy, ale pokonasz wszelkie przeszkody.


środa, 11 czerwca 2014

szkoda czasu na zastanawianie się



Całe życie zastanawiamy się 'CO BY BYŁO GDYBY...' 



Co by było, gdybym weszła do sklepu gdzie pracuje ten fajny chłopak? Co by było, gdybym jutro spakowała walizki i po prostu wyjechała? Co by było, gdyby blablablabla....

Za dużo się nad swoim życiem zastanawiamy, a za mało działamy! Wiecie ile zaprzepaściłam realizacji swojej ciekawości, własnie takim rozmyślaniem? Bo stwierdzałam 'aaa jednak nie, to zły pomysł'. Im więcej analizujesz swoje poczynania, tym więcej na tym tracisz. Oczywiście ja nie mówię tutaj o przykładach typu: Chce uciec z domu, w tej chwili się pakuje i zwiewam... nie nie nie! ;)) Ale chcę na wspomnieć o takiej spontaniczności: widzę chłopaka- fajną ma koszulkę powiedzmy mojego ulubionego zespołu. Podchodzę zagaduje i pochwalam za T-shirt. Rozmowa się nakręca (a ja w duchu się cieszę, że jako tako udało mi się zwalczyć swoją nieśmiałość)

Właśnie dzięki takiemu podejściu spełniam swoje marzenia. Nie myślę o konsekwencjach moich poczynań, tylko robię to co lubię. A czy dobrze zrobiłam, czy źle wyjdzie w praniu. 

Ubiegły rok żyłam na spontanie. W ciągu jednego dnia decydowałam się czy wyjechać na drugi koniec polski mając przy sobie marne pieniądze. Czy zrobić kolczyk, albo obciąć włosy do zera. Chciałam zrobić to o czym marzyłam, ale bałam się to zrealizować... gdyż cały czas myślałam o tym 'co będzie, jak ja to zrobię' lub 'co sobie ludzie pomyślą?'- tej opcji częściej i bardziej się obawiałam. I wiecie co? Zrealizowałam te moje 'małe marzenia' i absolutnie nie żałuje. W pewnych kwestiach byłam zadowolona, a w innych... no że tak powiem - człowiek uczy się na błędach. Do póki go nie popełnisz, nie zdołasz ocenić czy było warto :) 

Jednego dnia wszystko mi się odmieniło i  pomyślałam - BOŻE GŁOWACZ ALE TY PROWADZISZ NUDNE ŻYCIE!  Smutek zamieniłam na uśmiech, decyzje podejmowałam w jednej chwili. Nie myślałam co będzie jutro- ale co będzie dzisiaj. Ryzykowałam z milion razy, nabiłam niejednego guza. Ale te wszystkie blizny na moim ciele mają swoją historie. Jedne smutne, inne zabawne. Ale to jest przykład tego, że liczy się to na ile będziemy odważni aby spełniać swoje marzenia. Nie czekać, aż samo coś przyjdzie, tylko walczyć o swoje- bo ktoś Nam sprzed nosa to zwinie. Być asertywnym. Nie pozwalajmy sobie wmawiać że czegoś nie potrafimy. Bo tylko my wiemy, na ile nas stać. A największą satysfakcją jest udowodnienie samemu sobie że coś się zrobiło, pomimo że nie wierzyliśmy w siebie.

Ile razy już utarłam nosa tym, którzy podkładali mi nogi. A to tylko sprawiło, że jestem bardziej silniejsza. Mocno stąpam nogami po ziemi, dlatego że miałam odwagę zaryzykować. Prawdy dowiemy się wtedy, jak jej zasmakujemy. 
NIE BÓJMY SIĘ SPEŁNIAĆ MARZEŃ. ONE SĄ PO TO ABY JE REALIZOWAĆ! 

Nie zastanawiajmy się nad tym co będzie jutro, i o tym co ludzie pomyślą. Jak popełnimy gafę, to na przyszłość będziemy wiedzieć aby drugi raz tak nie postąpić. 

W życiu przeżyliśmy niejedne smutne chwile. Pomimo tego pojawia nam się uśmiech, gdyż przez to nabraliśmy doświadczenia. Jeszcze wiele razy będziemy złe decyzje popełniać. Ale ważne jest aby się nie poddawać, rzucać się w wir doświadczeń. Wyciągaj lekcje oraz bądź samokrytyczny. Każdy przegrywa i każdy wygrywa. Czasami prawda bywa bardzo bolesna, ale życie jest za krótkie aby się załamywać. Nie wiadomo co, kiedy i o jakiej godzinie się wydarzy, więc póki jesteśmy młodzi korzystajmy z tego, a na starość będziemy opowiadać najlepsze bajki swoim wnukom :)



piątek, 16 maja 2014

NIE BO RAK!




Dzisiejszy post nie będzie o mnie. 

Któregoś pięknego dnia, napisała do mnie koleżanka Kinga. Poprosiła mnie abym weszła na jej profil na facebooku i przeczytała ostatni post. 

Weszłam, przeczytałam... gula rosła aż do gardła i w myślach powtarzałam 'tylko się nie rozpłacz'. Była to historia jej kolegi Maćka, który od półtora roku choruje na raka chłoniaka. Lek który musi zażyć jest nierefundowany, a wartość jego to około 300-400 tys. zł. 

Naszły mnie refleksje, chwilowo odcięłam się od świata i dumałam... Jaka jest wartość życia? - BEZCENNA. A dla Macieja to 300 tysięcy złotych... niektórzy to mają auta o tej wartości, a ceną tego jest jego życie...  

Pomyślałam... mnie nie trzeba o nic prosić, i oznajmiłam:
KINGA, ORGANIZUJEMY KONCERT CHARYTATYWNY
(o tym wydarzeniu będę pisać na świeżo na facebooku, w tej chwili poznajcie Macieja) 

________________________________________________________
POZNAJCIE MACIEJA JEGO OCZAMI: 

Cześć. Mam na imię Maciek. Mam 22 lata, jestem studentem. Na ścianie mojego pokoju wisi zegar i tyka. Tik, tok, tik, tok. Ale przecież to nic nowego, każdy z Was mógłby napisać to o sobie. Mam na imię ‚…’. Mam ‚…’ lat. Jestem ‚…’. No i każdy z Was ma zegar. A teraz dopiszcie – mam raka.

Strach? Niedowierzanie? Ale przecież ja jestem jeszcze młody, mam przed sobą całe życie. Przecież ten zegar wciąż tyka, jak to, może wkrótce przestać? Przecież chorują inni, są gdzieś za wysokim murem szpitala, są starzy, schorowani… Nie, to na pewno nie mogę być ja. Może palili papierosy, albo nie stronili od alkoholu.. albo biegali do solarium pięć razy na dzień.. albo.. albo.. Przecież ja nie jestem taki, nie mogę zachorować. Nie choruje się tak po prostu. Nie, gdy ma się 22 lata.

Wiecie, jakie to szczęście gdy budzicie się rano i wiecie, że macie przed sobą jeszcze tyle dni, miesięcy i lat… Że uderzenia waszego serca nie są jeszcze policzone i wcale nie musicie się tym martwić. Nic a nic. Nawet nie wiecie jak Wam zazdroszczę. Ja również byłem jednym z Was. Aż złapało mnie przeziębienie. To był grudzień 2012, zimno. Nic wielkiego, myślałem, pewnie przeziębiłem się, gdy biegałem wieczorem. Lubię biegać. Psia krew, następnym razem założę cieplejszą bluzę. Basia znów będzie narzekać, że ciągle się przeziębiam i pewnie o siebie nie dbam. Mówiłem Wam o Basi? Basia to moja dziewczyna, przepiękna dziewczyna. Koledzy ciągle mi jej zazdroszczą, ale wiecie, nigdy jej nie oddam i będzie przy mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Ma taki piękny uśmiech i błyszczące oczy.. I włosy, takie długie i kruczoczarne. Czasami wieczorami myślę sobie, że straszny ze mnie szczęściarz. Mam rodzinę, która mnie wspiera, Basię, z którą planuję wspólną i długą przyszłość, studiuję Elektronikę i Telekomunikację na AGH, a po studiach znajdę dobrą pracę i założę rodzinę. To taki przyszłościowy kierunek, tak mówią. Ale wiecie, choroba sprawia, że słowo ‚przyszłość’ nabiera innego znaczenia. Nie ważne jaka będzie, ważne, żeby w ogóle była…

Kolejne przeziębienie. To pewnie po ostatniej wycieczce w górach. Który to już raz tej zimy? A tym razem założyłem ciepłą kurtkę, to naprawdę nie moja wina, przyrzekam. Może powinienem iść do lekarza? Ale przecież to zwykłe przeziębienie, przejdzie od herbaty z miodem i cytryną. Też bywacie przeziębieni, prawda? W nocy budzi mnie ból w klatce piersiowej. Raz, drugi, trzeci. Jutro mam kolokwium, a to znowu boli. Przestałoby już, muszę wstawać na uczelnię.. Może faktycznie, wybiorę się do lekarza. Przepisze tabletki i przejdzie. Przecież zawsze choroby przechodzą od tabletek, to na pewno jakieś zapalenie.. oskrzeli może, czy coś. Już prawie piąta, Basia pewnie śpi. Ciekawe, o czym śni. Może o naszej kolejnej wyprawie w Tatry, albo o małym domu z ogródkiem.. Ciekawe, czy wolałaby mieszkać w Krakowie, czy u nas, w górach. Zapytam ją może dziś.. Tylko gdyby.. przestało teraz boleć…..

Idę do lekarza. Pierwszego, drugiego, trzeciego. Przepisują antybiotyki, suplementy.. Biorę wedle zaleceń. Nie pomagają. I nadchodzi taki dzień, gdy zmienia się wszystko. Gdy przestaję być taki, jak Wy i staję się tacy jak Ci za wysokim szpitalnym murem. Taki zwykły dzień na uczelni. Rano znów zaspałem, autobus stał na złość w krakowskich korkach, a na kolokwium prawie się nie nauczyłem. W każdym razie, nic nowego. Tik… tok… tik… tok… Czas na wykładzie dłuży się niemiłosiernie. Może pouczę się w przerwie między zajęciami. A, miałem odebrać wyniki prześwietlenia klatki piersiowej ze szpitala. Nauka, wyniki, nauka, wyniki… Dobra, idę po nie, nie ma spiny, są drugie terminy. Jak się pospieszę, to może nawet zdążę na kolokwium..

Ląduję w szpitalu ze stertą notatek. Fizyka, obwody prądu. Wiele mądrych rzeczy, ale lepiej o nich nie wiedzieć, jeśli chce się zaznać szczęścia w młodości. Są wyniki, lekarz jakiś taki poważny. Też stał rano w korkach, czy co? Tik, tok, tik, tok, zegar na ścianie w gabinecie tyka miarowo, zerkam na niego nerwowo. Nie cierpię się śpieszyć. Chłoniak Hodkinga. Diagnoza. Rak. Jak to, rak. Co Pan, zwariował. Jestem młody, jeżdżę na snowboardzie, a właściwie to się śpieszę i zaraz muszę wracać na zajęcia. Mam kolokwium. Nowotwór. Kolokwium, uczelnia, student, nowotwór. Pasuje to Panu? Nie, Pan naprawdę zwariował. Jak to, ja? Może doktor pomylił badania. Na pewno, widziałem bałagan na biurku. Nie słyszy Pan, mam 22 lata. Ciągle ćwiczę, zdrowo się odżywiam, studiuję.. Jaki rak? Onkologia, że co, proszę? Chłoniak Hodkinga, mało znany. 2-3 zachorowania na 1000 chorych. Brak przyczyn. Niezależny od trybu życia. Po prostu Pan jest chory i już. Powoli wracam do rzeczywistości, widzę biurko, lekarza, białe ściany. Tak, już słyszę. 90 % wyleczalności? Łapię się tej liczby kurczowo i trzymam przez całą chorobę. Nie puszczę jej.

Tik, tok, tik, tok, zegar przyspiesza. Życie nie toczy się już leniwie, jak każdego z Was. Pochłaniam internet, szukam chorych, takich jak ja. Próbuję przedrzeć się przez gąszcz medycznych zawiłości, metod leczenia, rokowań, znanych przypadków wyleczenia. Unikam słowa ‚rak’. To brzmi jak wyrok, bez przyszłości. Ale przecież mi się uda, mam 90% szans. To matematycznie dużo. Zawsze lubiłem matematykę. Ale i na uczelni bywam rzadziej. Krakowskie korki widuję z okna szpitala. Świat ludzi, którzy codziennie rano budzą się, idą do pracy, biegają w parku, wychodzą z psem wydaje się odległy. Kolejna chemia. Czuję się coraz gorzej, ale staram się walczyć. Dla Basi, dla taty, dla przyjaciół. Dobrze, że są. Basia chciałaby mieszkać w górach.. Siedzi przy szpitalnym łóżku i opowiada jak najęta. Mówi coś o uczelni, że wszyscy czekają, aż wyzdrowieję. Uśmiecha się. Ma takie ładne małe dołeczki w policzkach, gdy się śmieje. Ciekawe, jak będą wyglądać za 30 lat… Tik, tok, tik, tok, nasz wspólny zegar tyka. Przyszłość, wiara, nadzieja, słowa klucze. I kolejna chemia. Leczenie odbiera mi młodość. Przewartościowuje. Przechodzę łącznie 12 cykli chemioterapii – 4 cykle chemioterapii escBEACOPP, 4 cykle chemioterapii ABVD, 1 cykl chemioterapii mobilizującej ESHAP, 2 cykle chemioterapii Gemcytabina, 1 cykl chemioterapii Gemcytabina + Bendamustyna. Trudno brzmiące nazwy stają się dla mnie jak alfabet. Alfabet nadziei. Alfabet moich dziewięćdziesięciu procent wyleczalności.

Alfabet sypie się, czegoś zabrakło. Leczenie okazuje się nieskuteczne. Sto procent odjąć dziewięćdziesiąt.. To jest dziesięć. Dziesięć, głupie dziesięć. Pytam lekarzy, co dalej. Niepewni, nie chcą dawać niepotrzebnych nadziei, wahają się.. Jak to, już nic? Niech oni coś powiedzą, cokolwiek.. Tik.. tok.. tik… tok…W końcu, któryś mówi. Uff, nie jest tak źle. Oddycham głęboko i słucham. Ostatnią szansą jest podanie leku Adcetis. Ma on doprowadzić do remisji choroby (okres, w którym choroba ‚ucichnie’, nie będzie dawać objawów), by przeprowadzić przeszczep szpiku od któregoś z moich braci. Uff, więc jednak. Nie wszystko stracone. Uśmiecham się mimowolnie. No, to damy radę. Teraz już musi się udać. Chęci braci, są. Zgodność tkankowa, jest. Nadzieja, ogromna. 10 procent otrzymało dodatkowe zero i zmieniło się na 100. To kiedy ten przeszczep? Znowu lekarze jacyś niepewni. Łóżek im brakuje, czy co? To ja sobie dostawię, może być i na korytarzu. Tylko niech o mnie walczą, niech mi pomogą. Pojawia się nowe słowo-klucz ‚NIEREFUNDOWANY’.

Jak to, NFZ nie płaci? Cała zachodnia Europa tak się leczy, a u nas? Skazują nas na śmierć? W Polsce zapadła decyzja o braku refundacji dla tego leku. Kto podejmował decyzję? Dlaczego? Nikt nie odpowiada. Cisza. Tik, tok, tik, tok. Adcertris, tylko dla wybranych. Życie dla bogatych. A dla mnie? Pytam – ile. Ile może być warte moje życie.. Głupie pytanie, mówią że bezcenne. Bzdura. 300 tysięcy. Dla niektórych jeden z samochodów w garażu, dla mnie całe życie. I Basia, i rodzice, i studia, i dom z ogródkiem. Tyle warte.

Nie mam tych pieniędzy i nie wiem skąd je zdobyć.

Tik, tok, tik, tok, tik, tok.. Ten zegar jeszcze nigdy nie tykał tak szybko. Mój zegar. Pomóżcie mi go zatrzymać.

______________________________________________________________
I teraz zastanówcie się... my przejmujemy się tym, że nie wiemy co jutro ubrać, że na dyskotece chłopak nie chce podejść by z Tobą zatańczyć, użalamy się nad sobą bo czasem nie wychodzi tak jak byśmy tego chcieli. Pomyślcie... jakie mamy wszyscy egoistyczne podejście do życia. A gdyby ktoś nam powiedział- to jest Twój ostatni dzień życia, ponieważ jutro auto Cie potrąci. Obudzilibyśmy się z monotonnego snu... Pewnie pierwsze poczujemy strach, ale później stwierdzimy aby ten dzień wykorzystać jak najlepiej. Wśród rodziny, smakować rzeczy których normalnie byśmy się nie podjęli, ryzykować... Tak właśnie powinno wyglądać nasze życie codziennie. Nie mysleć o tym co jutro się wydarzy, ale cieszyć się dzisiejszym dniem... Wyciskać jak cytrynkę z życia ile się da! 

Pomóc Maćkowi możecie poprzez:
  • Wpłatę na konto Fundacji Urszuli Smok „Podaruj Życie” nr konta bankowego: 07 1750 0012 0000 0000 2316 1346 z dopiskiem „dla Macieja Kuspera”.
  • Wpłatę na konto Fundacji im. Adama Worwy nr konta bankowego: 53 1240 1574 1111 0010 3480 6570 z dopiskiem „dla Macieja Kuspera”.
  • Udostępnienie ulotki (duży format).
Wpłacone środki zostaną przeznaczone na finansowanie Maćka leczenia.




wtorek, 29 kwietnia 2014

Każdy popełnia błędy


Łatwo zapominamy o naszych błędach, kiedy tylko my sami o nich wiemy

Czy jeden błąd popełniony w przeszłości, spowoduje podsumowujące zdanie na Twój temat do końca życia? Czy mamy wypisane na czole nasze wady? Przecież każdy zalicza potknięcia, nikt nie jest idealny... A gdyby tak było, wyobraźcie sobie jaki byłby świat nudny. Ale czy ta jedna pomyłka, którą niegdyś popełniliśmy, jest wizytówką naszej osoby? Nie... dlaczego? Ponieważ człowiek uczy się na własnych błędach... ale nie próbujmy tworzyć z nich podręcznika... One bolą, ale tylko popełniając je możemy dowiedzieć się kim naprawdę jesteśmy.

Zastanówmy się... Czy mamy prawo mówić na dziewczynę, która w młodym wieku zaszła w ciąże że jest dziwką? Oczywiście że odpowiedź brzmi: nie. Ale nie czarujmy się, to najczęściej wypływa z ludzkich ust... 

To Ona zaszła w ciąże i to Ona urodzi dziecko, wychowa je, będzie co godzinę wstawać w nocy aby nakarmić i przewinąć. Gdy inni będą szykować się na imprezę, Ona będzie nalewała do wanienki wodę aby wykąpać malucha. Oraz będzie zmuszona dorosnąć, w momencie gdy Ty będziesz dalej nastolatkiem z błahymi zmartwieniami.  

Sama sobie odebrała młodość, którą mogła inaczej wykorzystać. Ale dodam, że w tej chwili gdy spotykam młode Matki, widzę ich błysk w oku i dumę ze swoich pociech. Wiem, że jest to najlepszy "błąd" popełniony w ich życiu. I każda łza, każda urwana noc jest tego warta. 

Absolutnie nie chcę Was namawiać do zachodzenia w stan błogosławiony :) Chodzi o to, że ludzie widząc w tej chwili taką dziewczynę z kilkuletnim dzieckiem, będą tylko pamiętać jej wiek w momencie gdy zaszła w ciążę. I to im wystarczy aby podsumować ją i określić mianem "puszczalskiej". To ciągłe stereotypowe myślenie ludzi po prostu staje się żenujące. A wszystko jest wynikiem tego, że nikt nie potrafi interesować się własnym życiem tylko pcha nos tam gdzie nie trzeba. Trzymam się zdania "nie mów jak mam żyć, bo i tak za mnie nie umrzesz" 

Do czego dążę... każdy w przeszłości (i codziennie) popełnia błędy. I przychodzi taki czas, gdy sumienie dotyka i po prostu jest nam wstyd za to co robiliśmy i jacy byliśmy. Porażka jest jedynie szansą na to, aby zacząć jeszcze raz - inteligentniej. I jeżeli nie przyznasz się do błędu to popełniasz błąd drugi.

Korzystniej dawać przykład z własnego przeżytego życia. Nie chcę aby to zabrzmiał jako wylew żalu. Lepiej wypominać samemu sobie porażki, niż kogoś... We wcześniejszych notkach wspominałam że niegdyś byłam dość nieprzyjemną osobą. Arogancką, pyskatą i na ogół ludzie unikali mnie za mój paskudny lekceważący charakter. Przyznam się że jak to wspominam, czuje się zażenowana... Ale pewnego razu życie kopnęło mnie w tyłek, i otwarło oczy które były zamglone przez to całe dziadostwo którym się otaczałam... I ta właśnie sytuacja nauczyła mnie cierpieć, płakać i żałować za wyrządzoną sobie i innym krzywdę. Słowa czasem bardziej ranią nić czyny... 

Wracając do rzeczywistości, w chwili obecnej gdy przechadzam się przez miejscowość w której mieszkam, nadal czuję na sobie przykry widok osób które zapamiętali mnie taką jaką byłam. Wytykają palcem błędy i w bolesny sposób przypominają stare lata. 

Ostatnio siedząc ze znajomymi, kolega mnie zapytał: "Julia, czy ty wiesz że ludzie w Jabłonce źle o Tobie mówią?". Bardzo zdziwiłam się, że poruszył ten temat. Odpowiedziałam, że zdaję sobie z tego sprawę że nie każdy mnie lubi i ja to w pewien sposób szanuję gdyż nie chcę udowadniać nikomu na siłę kim jestem w chwili obecnej. Co prawda przykro mi było, ale dopowiedział: " Julia, pamiętaj... ważne jest to, kto naprawdę Cię zna. A nie ten, który "coś tam" o Tobie usłyszał" 

W tym poście, chciałam poruszyć temat wytykania cudzych błędów nie zważając na swoje. Łatwo o kimś się mówi, gorzej samemu przyznać się do porażki. Nie oceniajmy ludzi, po tym jakie potknięcia mieli w swoim życiu. Każdy człowiek się zmienia. Jeżeli tylko Nas kiedykolwiek dotknie sumienie, potrafimy o 180 stopni obrócić swoje życie, aby zacząć je na nowo. Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna, liczy się tylko odwaga. Żałujmy za swoje błędy, ale nie poddawajmy się. Bądźmy silni i zmieniajmy się na lepsze. 

Czasem trzeba się przewrócić, by się nawrócić. 

Julia

wtorek, 15 kwietnia 2014

Szukajmy szczęścia w zwykłych momentach



Jedyną drogą jest ciągłe podnoszenie poprzeczki, jedyną miarą sukcesu jest wysiłek jak włożyliśmy, aby go osiągnąć. 

Za każdym razem gdy piszę post, staram się aby był wyjątkowy. Nie chciałabym sytuacji takiej, że pewnego razu usiądę a w mojej głowie nastanie pustka - ponieważ wyczerpałam limit tematów które chciałam poruszyć, albo straciłam całkowitą kontrolę nad tym co piszę.

Lubię osoby nieidealne, które mają rysę na sercu i historię wypisaną w oczach. Sama taka jestem... Jeżeli komuś się wydaję że moje życie jest idealne- to jest w błędzie... w bardzo dużym błędzie.

Nigdy nie byłam rozpieszczana- wiadomo jako najmłodszy w rodzinie, na tle mojego rodzeństwa można powiedzieć że miałam jakieś taryfy ulgowe. Ale porównując się do moich rówieśników, byłam na krótkiej smyczy trzymana i surową ręką wychowana :) Absolutnie nie mówię tego w negatywnym znaczeniu! Co prawda w mojej rodzinie nigdy nie brakowało na przysłowiowy 'chleb'. Lecz uświadamiali mnie, że jednak inni nie mają tak dobrze i należy szanować wszystko co się otrzymało- bez względu na to czy nam się podoba czy też nie. Nauczyli mnie, że jeżeli chcę coś dostać- muszę na to zapracować. Co prawda były to drobne roboty koło domu typu: plewienie ogródka, koszenie trawnika, noszenie drewna do kotłowni itd. - rodzice doceniali to że naprawdę mi zależy. Pamiętam jak dziś, do 18 roku życia musiałam się stawiać w domu najpóźniej o 22:00. Słuchajcie, jakie bajki potrafiłam wymyślić Mamie w sms'ie abym mogła przedłużyć czas, ale ZAWSZE dostawałam zwrotną wiadomość "Masz 5 minut" - nie wyobrażacie sobie jakie to było motywujące. Dystans 2 km potrafiłam pokonać niczym najlepszy światowy biegacz ;)

Wracając do tego o czym chciałam Wam napisać. Niesamowicie inspirują mnie ludzie, którzy pomimo wiatru w oczy- potrafią udowadnić samemu sobie o swojej wytrwałości. Wraz ze zmianą szkoły, poznałam wspaniałych ludzi którzy nie są ani piosenkarzami, ani blogerami, ani przedstawicielami fundacji charytatywnych. Są po prostu (nie)zwykłymi ludźmi  - a w moich oczach bohaterami- BOHATERAMI SWOJEGO ŻYCIA.

Ileż trzeba mieć odwagi aby odejść z rodzinnego domu w której trwała patologia. Zza dnia chodzić do szkoły, a po nocach pracować. Mieszkać w kawalerce, płacić cholernie drogie rachunki i dodatkowo posyłać pieniądze swojej Mamie aby miała się z czego utrzymać. Lub od dziecka opiekować się swoją niepełnosprawną siostrzyczką. Codziennie z nią ćwiczyć, podawać lekarstwa  i aby mieć jeszcze większe doświadczenie, iść na studia ratownictwa medycznego- by ratować nie tylko życie bliskich, ale każdego człowieka. Albo mieć 70 lat,  marną emeryturę. I zamiast siedzieć i wygrzewać się w fotelu przed telewizorem, iść do pracy aby rozdawać ulotki gdyż potrzeba pieniędzy na opłacenie leczenia swojej żony.
(Każda z historii jest autentyczna)

Dla mnie tacy ludzie są ogromnymi autorytetami! Ponieważ, walczą z przeciwnościami losu które przynosi Nam życie. Nie oczekują oklasków za to co zrobią, albowiem chcą poczuć bezpieczeństwo i ulgę.

Sama widzę po sobie jak podobne zdarzenia zmieniają człowieka. Gdy dzisiaj patrzę na moją siostrę, jestem z niej dumna że nigdy nie poddała się i wierzy w to że kiedyś wszystko się ułoży. Córka Ani (mojej siostry) jest bardzo ciężko chora. Wszystko poświęciła dla niej- pracę, zdrowie, dom, pieniądze. Można powiedzieć że zwariowała. Ale te wymienione rzeczy są wręcz niczym, w porównaniu ze zdrowiem i szczęściem własnego dziecka.

Kończąc, chciałabym abyście się zastanowili czy jesteście zadowoleni ze swojego życia. Jeżeli nie, to odnajdźcie w sobie te malutkie dobre rzeczy, których wcześniej nie dostrzegaliście. Macie rodziców, którzy obdarowywują Was miłością i opieką. Macie dom - czyli bezpieczeństwo. Oraz macie wcześniej wspomniany chleb, którym zaspokajacie głód - CZYLI MACIE WSZYSTKO CO JEST POTRZEBNE DO SZCZĘŚCIA.  Doceniajmy i cieszmy się z rzeczy które przyniesie nam los. Te 3 historie mogły dotknąć każdego z Nas. Ale gdy coś takiego nadejdzie - NIE PODDAWAJMY SIĘ!  Ponieważ nic tak bardzo nie satysfakcjonuje jak własny sukces szczęścia. Wyszukujmy w sobie pasje, która pozwoli kreować Nasze poczucie wartości. Bez względu na to, co się stało, nie wolno unikać i omijać rzeczywistości. Jeżeli popełniamy błędy, wyciągajmy z nich wnioski abyśmy nie byli skazani na ich powtarzanie. Żałuje się wyłącznie bezczynności, wahania i niezdecydowania. 

Pamiętajcie- więcej osiągniesz uśmiechem niż wyrąbiesz mieczem :) 

Wasza Jula  
(przepraszam że tak długo musieliście czekać na nowy wpis)